Adam Przechrzta – Adept

Adept Adama Przechrzty

Adam Przechrzta dostaje czasami od recenzentów łatkę grafomana, choć nie wydaje mi się to słuszne. Przez grafomanię autorzy ci rozumieją zwykle częste wypuszczanie niespecjalnie ambitnych powieści. Tymczasem jest to przecież pisanie książek bezwartościowych przez osoby pozbawione talentu. Nie ma nic złego (a już zwłaszcza grafomańskiego!) w tworzeniu powieści nastawionych na rozrywkę. Wątek ten pojawia się chociażby w twórczości Kinga, który musiał walczyć z opinią grafomana tworzącego popularną papkę pozbawioną ambicji. Adept Adama Przechrzty należy do takiego właśnie rodzaju literatury – to książka rozrywkowa, niemal do samego końca pozbawiona napuszonego zadęcia.

Ciekawe ukazanie rosyjskiego stosunku do polskich powstań

Akcja powieści rozgrywa się na początku XX wieku, głównie w Warszawie znajdującej się pod zaborem rosyjskim. Rok przed wydarzeniami opisanymi w książce na świecie pojawiły się enklawy. To obszary, w których nasza rzeczywistość wypaczana jest, w dużym skrócie, przez magię. W enklawach mieszkają magiczne stworzenia będące znakomitym źródłem składników alchemicznych. A że alchemikiem jest główny bohater – Olaf Rudnicki – enklawy staną się miejscem jego odwiedzin. Autor mocno osadził swoją książkę w realiach historycznych z przełomu wieków, ale historia szybko nabiera cech alternatywnej.

Czytaj także: Małgorzata Lisińska – Tropiciel

Przez większość fabuły doceniałem to, że Przechrzta nie poszedł w narodowowyzwoleńcze tony. Kwestia polskiego powstania przewijała się gdzieś w tle, ale główną osią fabularną była walka z tym, co przyniosły ze sobą enklawy. Zaprezentowany świat częściowo pokrywał się z moim ukochanym Fandorinem, dlatego mariaż polskości i rosyjskości odebrałem dość dobrze. Niestety, mniej więcej w czwartej ćwiartce Adepta autor chyba zapomniał, co pisał wcześniej. Postacie zaczynają zachowywać się nad wyraz tajemniczo (Samarin, Anastazja), akcja nieproporcjonalnie do reszty książki przyspiesza (atak na wzmocniony srebrem budynek), a wydarzenia wydają się następować po sobie zupełnie chaotycznie (odsiecz Olafa, nadęta do granic możliwości końcówka). Pierwsze 3/4 historii to jednak bardzo dobrze napisana fantastyka historyczno-przygodowa, której nie sposób się wstydzić.

Adept Adama Przechrzty gubi się pod koniec książki

Nie tylko fabuła pod koniec zaczęła się autorowi sypać. To samo można powiedzieć o głównej drużynie Rudnickiego. Sam alchemik z powodów nie do końca znanych staje się gburem i osobą żądną pieniędzy. Anastazja z samodzielnej, wręcz impertynenckiej bohaterki przeistacza się w usłużną i cichą panią domu. A Samarin (rosyjski oficer), którego nie sposób nie lubić, nagle zaczyna ukazywać drugie dno swojej misji. I burzy tym samym tak skrzętnie budowany przez całą powieść obraz. Postacie pogubiły się więc wtedy, co fabuła Adepta. Wcześniej sprawiały wrażenie ciekawych, posiadających własne cele osobowości, które ułatwiały połykanie rozdziałów szybciej niż pelikan różowy wciąga skorupiaki. Zauważyłem także zadziwiający brak spermiarstwa. Oczywiście realia epoki wymuszają pewne ustępstwa wobec patriarchalnej struktury społecznej, ale jest to robione nienachalnie i z faktycznym pożytkiem dla historii.

Czytaj także: Izabela Redesiuk – Przepowiednia

Zdecydowanie największą zaletą świata wykreowanego przez Adama Przechrztę jest system magii i alchemii. Nie ma tutaj nic bardzo odkrywczego, ale całość podana została czytelnikowi w sposób smaczny i interesujący. Pomysł, że omawiane dziedziny wiedzy tajemnej zaczęły działać dopiero po pojawieniu się enklaw, uważam za kapitalny strzał fabularny. Dzięki temu autor mógł wykorzystać dorobek istniejących kiedyś alchemików bez ryzyka, że wizja wykreowanego świata się posypie. Podobały mi się także pomysły magiczne. Nie zdradzając wiele zaznaczę tylko, że magii można się nauczyć w bibliotekach rosnących na terenie enklaw. Wszystko jest tutaj zależne od wszystkiego innego – krew potwora może zabić lub wzmocnić, a jego ciało posłużyć do eksperymentów o różnych skutkach. Inną funkcję mają magiczne znamiona, a inną krwawe tatuaże. I wszystko autor próbuje nam jakoś tłumaczyć, nierzadko odwołując się do kwestii biblijnych.

Na pewno przeczytam kontynuację

Mimo chaotycznej końcówki, Adept Adama Przechrzty to porządna, rozrywkowa literatura. Książka osadzona mocno w realiach carskiej Polski na początku XX wieku oferuje wiele nie tylko osobom, którym bliski jest ten okres historyczny. Logicznie skonstruowany system magii, bohaterowie, których od razu lubimy i zaskakujące zwroty akcji – dostajemy tego wszystkiego aż w nadmiarze. Gdyby autor podreperował nieco ostatnią ćwiartkę powieści, spokojnie mógłby liczyć na jedną z najwyższych ocen na Twojej Starej.

Moja ocena

Rating: 3.5 out of 5.

Gdyby nie końcówka, byłaby 4!

Informacje o książce

Tytuł: Adept

Autorka: Adam Przechrzta

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Rok wydania: 2016

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.