Equestria Times nr 50

Equestria Times nr 50

Equestria Times to zin, który najlepiej pokazuje, jak radzić sobie z końcem dzieła kultury będącego źródłem podstawowej tematyki magazynu. Czasopismo zaczynało jako „gazetka od My Little Pony” i na tej tematyce budowało swój fanbase. Gdy jednak pod koniec 2019 roku serial animowany zakończył emisję, ekipa prowadząca zin musiała podjąć jakąś decyzję. Mogła zamknąć ET w cholerę albo spróbować się przebranżowić. Na szczęście dla nas wszystkich wybrała tę drugą opcję. Equestria Times nr 50 to bowiem przykład posiadającego pewne wady, ale bardzo profesjonalnie przygotowanego magazynu. Wiele innych fandomów mogłoby się od tej redakcji uczyć.

Przeczytaj 50 numer Equestria Times

Recenzje

Treść magazynu jest na tyle obszerna i różnorodna, że będę musiał stosować pewne uogólnienia. Przede wszystkim chybionym pomysłem w dzisiejszych czasach wydaje się prowadzenie w miesięczniku działu z newsami. Co innego, gdyby newsy były starannie dobierane i opracowywane w jakiejś zjadliwej formie. Teraz wydane się to chaotyczne i przypadkowe.

Podoba mi się dobór filmów i seriali (choć bez jasnego rozróżnienia) do recenzji – uwzględnia wszystkie pozycje, które obejrzałem lub chcę obejrzeć. Recenzja Arcane to w zasadzie zlepek trzech recenzji różnych osób, co niestety prowadzi do momentami wtórnego przerabiania tematu. Z drugiej strony żaden z recenzentów nie ma wystarczająco dużo miejsca, by w pełni uzasadnić swoje stanowisko. Kiepski pomysł, choć sam tekst potwierdza moje własne spostrzeżenia dotyczące tej produkcji.

W przypadku serii Wojownicza Księżniczka Maya i Eternals recenzenci zaserwowali nam niestety spoilery. O ile w przypadku produkcji Marvela autor jeszcze nas o tym uprzedził, oceniający WKM zdecydowanie wpadł z ujawnieniem (tak mi się wydaje bez obejrzenia produkcji) ważnych elementów fabuły. W przypadku Koła Czasu problemem są z kolei zbyt długie akapity i nieco dziwne pretensje (np. zarzut, że ludzie mają zbyt dobre uzębienie). Mimo tych mankamentów wszystkie recenzje spełniają jednak swoją rolę, a zdecydowanie najlepszym tekstem w zestawieniu jest ocena Naszego Magicznego Encanto.

Nieco lepiej wypadają recenzje gier. Co prawda w przypadku Eldest Souls brak jest obrazka z prawdziwego gameplay’u, ale krytyczne podejście autorki bardzo mi się podobało. Podobnie było z Super Smash Bros., choć tutaj znalazło się zdecydowanie za dużo opisu, a za mało realnej oceny.

Temat numeru Equestria Times nr 50

Zdecydowanie najjaśniejszym punktem Equestria Times nr 50 jest temat numeru. Właśnie tak się powinno to robić w hobbystycznych magazynach. Redakcja zaserwowała nam bowiem naprawdę solidny, lovecraftowy rollercoaster. W magazynie znalazła się masa najróżniejszych artykułów, które może nie opisują kompletnie tego zagadnienia, ale poruszają tyle jego aspektów, że aż chce się tej ekipie przyklasnąć. Artykuły faktograficzne, wywiad czy recenzje (w tym gry paragrafowej!) zasłużyły na moje pełne uznanie.

Mój szacunek redakcja zyskała także próbą zmierzenia się z felietonem. Wynik tego starcia to może jeszcze nie felieton, ale warto iść w tym kierunku. To jedna z najtrudniejszych form dziennikarskich – nieco ulotna próba skomentowania fragmentu rzeczywistości w indywidualny, daleki od artykułu sposób. Pewien slalom myśli. Trochę jeszcze do tego brakuje, ale autorzy są na właściwej drodze. Duży plus także za artykuł Co ma wielkie oczy – strach czy lęk? – może nie stricte fantastyczny, ale nieźle wpasowujący się w ideę zina.

Literatura

Nieco więcej uwag krytycznych mam do kolejnej części zinu, czyli najbardziej mnie interesującego działu literackiego. Przede wszystkim panuje tu chaos i niekonsekwencja – trudno w sposób jednoznaczny stwierdzić, co jest w zasadzie recenzowane i czyjego autorstwa. Nie zawsze wynika to z szaty graficznej i tytułu. Brak także czytelnego podziału na komiksy oraz książki.

Zdecydowanie najlepszą recenzją w zestawieniu jest Spirala. To wnikliwy i krytyczny tekst, którego oczekuję po zapalonych hobbystach. Nieco gorzej wypada Battle Royal, a tekst poświęcony Scholomance to już bardziej opis, niż pełnokrwista recenzja. Pochwalam natomiast decyzję w przedmiocie recenzowania całej serii książek. W tym wypadku jest to seria o smokach Marie Brennan – dzięki takiemu postawieniu sprawy do minimum można ograniczyć niepotrzebne spoilery.

Drugim najjaśniejszym punktem Equestria Times nr 50 jest recenzja opowiadania z Wattpada. Nie oceniam samego opowiadania, a recenzja prezentuje standardowy poziom. Ale pomysł, by recenzować poszczególne opowiadania, powinien być solą fandomowej ziemi. Sam noszę się z podobnym pomysłem i z pewnością niedługo takie teksty pojawią się także na Twojej Starej.

Wykonanie Equestria Times nr 50

Jak wspomniałem na początku, od ekipy zinu wiele innych środowisk mogłoby się sporo nauczyć. ET to przede wszystkim (już od wielu lat) bardzo estetyczne okładki. W spisie treści znajdują się linki do poszczególnych artykułów, a newsy odsyłają do materiałów źródłowych. Moje największe uznanie budzi jednak profesjonalny skład i naprawdę solidna oprawa czasopisma.

Nieco gorzej jest z samym kwestiami technicznymi. Po pierwsze, bardzo ciężko czyta się zina na dwustronicowych rozkładówkach. Zmusza to bowiem czytelnika do nawigacji nie tylko góra-dół, ale także na boki. Rozumiem, że jest to podyktowane chęcią wyeksponowania świetnej roboty grafików, ale na dłuższy dystans bardzo męczy.

Dość regularnie zgrzytało mi też używane w magazynie słownictwo. Albo było zbyt wyszukane, albo miało bardzo potoczny, wręcz koleżeński styl. W tym temacie zdecydowanie potrzeba tu większej konsekwencji. Teksty w stylu „coś wypada średnio na jeża” są może i dobre na niezobowiązującego bloga, ale nie do zinu, nawet fanowskiego.

Na poziomie ortograficzno-stylistycznym nie mam do ET żadnych zarzutów. Zdarzały się co prawda drobne wpadki interpunkcyjne, ale komu się one nie zdarzają? Mam jednak istotne zastrzeżenie do warstwy redakcyjnej – dlaczego niektóre teksty mają śródtytuły, a niektóre nie? Różnice występują nawet pomiędzy pojedynczymi recenzjami.

Wrażenia

Trochę ponarzekałem, ale takie też zadanie stawiam przed recenzjami zinów. Wbrew pozorom ekipa Equestria Times nie ma w mojej ocenie zbyt wiele do poprawiania. Na poziomie składu i generalnie oprawy graficznej są na jednej półce z profesjonalnymi wydawnictwami. Stworzyli obszerny magazyn z dobrze dobranymi tematami tekstów, które czyta się szybko i bez większych zgrzytów. Warto popracować nad zbyt długimi zdaniami i akapitami, ale to kwestie bardziej techniczne.

Z niecierpliwością będę czekał na dalszą ewolucję zinu. Equestria Times pokazuje, że taka forma działalności fanowskiej ma się dobrze i pogłoski o jej śmierci są mocno przesadzone. Nieco poprawek językowych, trochę więcej redakcyjnej roboty i otrzymamy solidnego kandydata do podium najlepszych polskich zinów fantastycznych.

Znasz inne ziny, których nie opisałem na blogu? Daj mi znać!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.