Hipogryf nr 1

Nigdy nie ukrywałem, że jestem zagorzałym miłośnikiem wszelkiej maści prasy fanowskiej. Idea tworzenia magazynu, który prezentuje artykuły pasjonatów jakiegoś hobby, przemawiała do mnie od zawsze. Sam przez wiele lat prowadziłem Tokei – zin poświęcony RPG Makerowi. Udzielałem się także w fanzinach mangowych, muzycznych czy Wiatrach Piekieł. Z tego powodu postanowiłem zająć się na łamach Twojej Starej zinami podejmującymi temat szeroko rozumianej fantastyki. Na start poszedł Hipogryf nr 1 – wydane w tym roku dziecko minionych czasów, które ma szansę zostać z nami przez jakiś czas.

Hipogryf nr 1 – Ściągnij

Zawartość

Hipogryf nr 1

Hipogryf to inicjatywa ekipy, która wcześniej prowadziła ogólnofantastyczny portal o tej samej nazwie. Jak stwierdził naczelny magazynu, Arek „Birdman” Orzeł, zamiana strony w zin była naturalną konsekwencją publicystycznej drogi, jaką obrali. W czasach, gdy nawet tradycyjne gazety przechodzą na publikacje portalowe, to odważny krok. Tym bardziej docenią go zatem tacy fanatycy fanowskiej prasy, jak ja.

Hipogryfa podzielono na tradycyjne segmenty fandomowe – gry, filmy, komiksy i książki. W dziale growym naczelny rozpoczął serię artykułów poświęconych uniwersum Might & Magic. To zdecydowanie najlepszy tekst numeru, najbardziej przypominający klasyczne, „magazynowe” artykuły. Jego tematyka nie jest może zbyt odkrywcza, ale podana została w bardzo sympatyczny sposób.

W części filmowej zamieszczono cztery recenzje obrazów, które w czasie wychodzenia numeru były szeroko komentowanymi nowościami. Obok netflixowej Zmory Wilka omówiono Zabójczy koktajl, Legion samobójców i Free Guy’a. W czasie lektury widziałem dwa z tych filmów, czyli dział spełnił moje oczekiwania. Z jednej strony zaprezentował coś nowego, a z drugiej umożliwił mi konfrontację opinii na temat filmów już skonsumowanych.

W kwestii komiksów Hipogryf nr 1 nie był zbyt wybredny. Omówiono (bo trudno nazwać to pełnoprawną recenzją) Wiedźmina – Zatarte Wspomnienia. Zrobiono to na tyle dobrze, że poważnie zastanawiam się nad kupnem tego albumu.

Na końcu zinu znajduje się zbiór żartów i krótkich opowiastek-sucharów, który przez grzeczność przemilczę.

Książki

Hipogryf nr 1

Tematyka tego bloga sprawia, że szczególną uwagę poświęciłem części dotyczącej książek. I tutaj, niestety, trochę się zawiodłem.

Przede wszystkim doceniam pomysł, by nie skupiać się na powieściach/opowiadaniach fantastycznych. Tego typu magazyny są świetnym miejscem serwowania czytelnikom treści spoza ich hobbystycznej bańki. Książki powinny być jednak dobrane z głową, a same teksty trzeba utrzymywać w pewnej spójnej konwencji.

Tymczasem sekcja książek zaczyna się od czegoś w rodzaju eseju na bazie książki 27 Śmierci Toby’ego Obeda. Bardzo cieszę się, że poruszono kwestię okrucieństw popełnianych przez kler na dzieciach rdzennych mieszkańców Kanady. Sama „recenzja” tej książki jest jednak zbyt emocjonalna i pasuje bardziej na bloga, niż do magazynu.

Dalej mamy bardziej streszczenie niż recenzję książek z serii The World of Lore. To literatura faktu opisująca różne rzeczy interesujące fana fantastyki – potwory z miejskich legend, najokrutniejszych ludzi w historii i niebezpieczne miejsca. Świetny dobór tematyki, ale ponownie – nie do końca wiadomo, czym miałby być ten tekst.

Recenzje z prawdziwego zdarzenia dotyczą książek Ostrze zdrajcy i Cień rycerza Sebastiena De Castella oraz Baśnioboru Brandona Mulla. Mam sporo uwag co do kształtu tych tekstów, ale dość dobrze oddają one wrażenia recenzentów. Po ich przeczytaniu mogę mniej więcej określić, czy chcę zapoznać się z książkami.

Wykonanie

Hipogryf nr 1

Jeśli chodzi o skład i oprawę graficzną, Hipogryf prezentuje się lepiej niż większość czytanych przeze mnie zinów. Czytelny układ typograficzny z rozbiciem na dwie kolumny i przewidywalne gospodarowanie obrazkami sprawiają, że magazyn czyta się szybko i bez większych zgrzytów. Czasami niekiedy pojawia się zbyt dużo białej przestrzeni, ale to totalny szczegół.

Nieco gorzej jest z kwestiami językowymi. Czytając przygotowane teksty natrafiłem na literówki, wpadające w oczy powtórzenia i problemy z interpunkcją. Czasami autorom zdarzają się wpadki typowo redakcyjne (np. użycie słowa „serial” zamiast „film”), a raz nawet zauważyłem „Ci” (w sensie – oni) napisane wielką literą, co jest moim osobistym aktywatorem karty pułapki.

Rzeczą do poprawy na wczoraj jest wprowadzenie linków w spisie treści, żeby łatwiej można było nawigować po magazynie. Jest to zresztą chyba jedyny mankament od strony technicznej. Hipogryf wydany jest w formie porządnego PDF-a, a dodatkowo można go ściągnąć w aplikacjach Google Play i Książki Play.

Ogromny plus dla redakcji za urozmaicenie zinu reklamami grup na Facebooku, konkursami i informacjami o mało znanych wydawnictwach. Dla takich właśnie rzeczy powstaje prasa niezależna!

Hipogryf nr 1 – Wrażenia

Każdy nowy zin (dopóki nie jest siedliskiem smalcu) to okazja do radości. Dlatego Hipogryf z automatu dostał ode mnie spory kredyt zaufania.

Przed redakcją jeszcze sporo pracy. Jak na tak profesjonalnie wyglądający magazyn, znalazło się w nim sporo wpadek językowych. Teksty momentami są zbyt emocjonalne i, niestety, trochę w nich efekciarstwa. Chodzi o ten styl pisania, gdy autor publicystyki próbuje zachwycić czytelnika swoją elokwencją, zamiast skupić się na temacie. Nie musi to być zresztą efekt zamierzony, czasami trudno publicyście to po prostu wychwycić.

Powyższe nie zmienia jednak faktu, że ludzie piszący do Hipogryfa są autentycznie zajarani tym, co robią. Starają się sięgać po szeroką gamę tematów, nie tylko fantastycznych. Mimo mankamentów, ich teksty czyta się szybko i z przyjemnością. Brak perfekcji w moim przypadku działa zresztą budująco. Hipogryf przypomina bowiem najlepsze czasy fanowskiej publicystyki, gdy niemal każdy chciał pisać o swoich zainteresowaniach, a wszyscy chcieli o tym czytać.

Znasz inne ziny, których nie opisałem na blogu? Daj mi znać!

2 thoughts on “Hipogryf nr 1

  1. Naprawdę nie wiecie, jakiego miałem banana na twarzy czytając tą recenzje. Chyba nie można dostać lepszego kopa do działania, niż kiedy czyta się w taki sposób o swojej pracy i wie się, że jednak ktoś to czyta i może ona komuś sprawić przyjemność.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.