Jerzy Grundkowski – Śmierć w kosmolocie

Śmierć w kosmolocie

Od czasu, gdy moją wyobraźnią zawładnął Roger Zelazny, wyznaję zasadę – dobre s-f to proste s-f. Książki oparte na jednym, dobrze przemyślanym koncepcie są w moich oczach warte więcej niż rozdmuchane epopeje. Kopalnią takich pomysłów jest zwłaszcza fantastyka naukowa retro, która przecierała szlaki w tej dziedzinie. Recenzowana dzisiaj Śmierć w kosmolocie mieści się w powyższej kategorii i dostarcza całkiem sporej frajdy z lektury.

Śmierć w kosmolocie na zimno

Akcja powieści rozgrywa się na statku kosmicznym, którego zadaniem jest wytyczanie nowych szlaków gwiezdnych. Załogę tytułowego kosmolotu stanowią główny bohater Calen, jego dowódca Vincent, komputer pokładowy ENTAC oraz spora liczba robotów. Calen w pewnym momencie uznaje, że ktoś próbuje go zabić, co skłania go do podjęcia śledztwa w tym zakresie. Książka jest zapisem jego spostrzeżeń i prób rozwiązania tej zagadki.

Grundkowski wprowadził do Śmierci w kosmolocie narrację pierwszoosobową, co dobrze zgrywa się z przedstawionymi w niej problemami. Kłopot jednak w tym, że autor chyba zbyt małą uwagę poświęcił słownictwu głównego bohatera. Calen miesza słowa archaiczne ze współczesnymi, wyrażenia literackie z potocznymi, czasami wprowadza dziwaczny szyk zdań lub zupełnie niepotrzebne dygresje. Całość tworzy harmider, który dla wyczulonych na kwestie językowe osób może być odpychający.

Śmierć w kosmolocie na gorąco

Zdecydowanie lepiej wygląda prowadzenie akcji. Przede wszystkim Śmierć w kosmolocie, poza nielicznymi wyjątkami, nie posiada dłużyzn charakterystycznych dla pretensjonalnego science-fiction. Możemy prześledzić cały proces myślowy bohatera i razem z nim analizować różne opcje działania. Plus dla autora, że nie pomijał tutaj opcji niełatwych z punktu widzenia prowadzenia fabuły. Całość sprawa zatem dość wiarygodne wrażenie.

Z uwagi na swoją objętość, książka nie wchodzi głębiej w szczegóły zaprezentowanego świata. Frajdę z lektury napędza energiczna fabuła i miotanie się Calena, który przy okazji poszukiwań popada w coraz większą paranoję. Aż do ostatnich stron naprawdę nie byłem pewien, kto (oraz czy w ogóle ktoś) czyha na życie astronauty.

Śmierć w kosmolocie na wyborowo

Ostateczne rozwiązanie zagadki i płynący z niego morał dziś mogą się wydawać banalne. Jestem jednak przekonany, że pod koniec lat osiemdziesiątych Śmierć w kosmolocie robiła wrażenie. Jest tutaj wszystko, czego oczekuję od dobrego s-f: podróże międzygwiezdne, roboty, paradoksy, sztuczna inteligencja i zagadka, której rozwiązania mało kto się spodziewał. Poza absolutnie zbędnym opisem szachowego pojedynku, książka nie podpadła mi w niczym, na co zwracam szczególną uwagę.

Moja ocena

Rating: 4 out of 5.

Solidne science-fiction, przy którym trudno się nudzić.

Informacje o książce

Tytuł: Śmierć w kosmolocie

Autor: Jerzy Grundkowski

Wydawnictwo: Pomorze

Rok wydania: 1988

2 thoughts on “Jerzy Grundkowski – Śmierć w kosmolocie

  1. Fajna recenzja, zawsze podchodziłem z rezerwą do starszej fantastyki, ale po twoim tekście kupiłem za kilka zyka tę książkę i nie żałuję. Więcej takich tekstów!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.