Piotr Wałkówski – Ziemia i skrzydła

Ziemia i skrzydła

Nie jest żadną tajemnicą, że polska fantastyka (a przynajmniej ta z list bestsellerów) przechylona jest mocno na prawo. Trend ten na szczęście powoli się zmienia, a do głosu dochodzi pokolenie, które niekoniecznie opiera swoją tożsamość na ksenofobii i pogardzie wobec kobiet. Przykładem nowej, lewicowej (lub przynajmniej lewicującej) literatury jest książka Ziemia i skrzydła autorstwa Piotra Wałkówskiego. Sam autor nie ukrywa zestawu swoich przekonań w działalności publicznej. Jak podkreślam w swoim FAQ, generalnie staram się oddzielać postać twórcy od jego dzieła, ale zachowanie pisarza pozwala mi łatwiej oceniać poruszane w powieściach motywy. Z Piotrem Wałkówskim nie miałem więc żadnych problemów.

Ziemia i skrzydła to światotwórczy kocioł

Akcja książki rozgrywa się na polskich ziemiach w XXV wieku. W wyniku trzeciej wojny światowej (atomowej), cywilizacja uległa degradacji. W niewyjaśniony w powieści sposób na świecie pojawiły się różne rasy smoków, które obecnie koegzystują z ludźmi. Główna oś fabuły skupia się wokół półsmoka Fulgusa, który obserwuje odbywający się właśnie przewrót w Cesarstwie Polskim. Upada władca, a wielkim imperium zaczyna zarządzać lewicowy Tymczasowy Dyrektoriat. Wszystko ma prowadzić do wielkiego finału, czyli wolnych wyborów do Kongresu Europejskiego.

Ten krótki opis pozwala już zauważyć, że autor próbował wykorzystać zdecydowanie zbyt dużo wątków w kreowaniu świata. Z jednej strony mamy elementy post-apo wynikające z wojny nuklearnej. Z drugiej – daleką przyszłość, o której świadczy zaledwie kilka zabawek (z przedrostkiem „holo”). Do tego dostajemy realia i słownictwo („oberbrygadier”) raczej kojarzące się z XIX wiekiem. Wszystko to sprawia, że ciekawe założenia światotwórcze zlewają się w jedną, mętną masę. Nic nie jest tutaj w pełni wykorzystane. I wcale w tym nie pomaga zarzucanie czytelnika różnymi nazwami ras smoków, których charakterystyka bardzo często nie ma większego znaczenia dla fabuły.

Czytaj również: Feliks W. Kres – Północna granica

Książka popełnia trzy zasadnicze grzechy. Po pierwsze, bardzo dużo jest w niej stylizowanego słownictwa, które we współczesnej literaturze działa na mnie jak płachta na byka. Dla każdego „aczkolwiek”, „po czym”, „jednakowoż”, „bodajże” czy „tudzież” spokojnie można znaleźć bardziej nowoczesne, aktywne odpowiedniki. Po drugie, dialogi w Ziemi i skrzydłach nie zawierają w sobie prawie żadnej energii, przez co jedna z najważniejszych cech powieści jest dla czytelnika w zasadzie obojętna. Wszystko jest albo stylizowane, albo do bólu ugrzecznione, albo na siłę brutalizowane. Sposoby mówienia postaci są niemal identyczne, wypowiadane kwestie często ocierają się o jakąś naiwność i zbyt bezpośrednio opisują różne kwestie. Regularnie pojawia się tu motyw „jestem siostrą twojej biednej matki i to właśnie ja cię wychowałam”.

Wreszcie autor albo nie buduje tempa akcji, albo bardzo szybko je likwiduje. Wielostronicowe kronikarskie wtręty opisujące różne wydarzenia w świecie zabijają energię, która niewątpliwie drzemie gdzieś w tej powieści. Zbyt szybko narracja przechodzi od skali mikro (przekomarzanie się mieszkańców wioski) do skali makro (działania światowych mocarstw).

Lewicowość o różnej głębi przekazu

Muszę przyznać, że dość mocno zawiodłem się na lewicowej stronie powieści. A będąc precyzyjnym – zawiodłem się na bardzo prostym i spłyconym sposobie przekazania progresywnych wartości. Jeśli w fabule pojawia się katolicki ksiądz, to oczywiście będzie łasym na pieniądze gnojem. Właściciele ziemscy są oczywiście synonimem najgorszego kapitalisty. A rewolucjoniści, oczywiście, mimo różnicy zdań zawsze będą walczyć w imię dobra i braterstwa. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko takiemu ujęciu tematu, ale powinno to być ujęcie nieco bardziej finezyjnie. Tutaj autor poszedł po najmniejszej linii oporu*.

Czytaj również: Fantastyczne Pióra 2020

Z drugiej strony, Ziemi i skrzydła ma kilka naprawdę solidnych zalet. Przede wszystkim jest nią Rozdział X opisujący wielką smoczą bitwę rewolucjonistów i konserwatystów. Ten fragment książki wydaje się wzięty z zupełnie innego dzieła. Akcja gna do przodu, postacie zachowują się jak pełnokrwiści bojownicy, odpowiednio dozowane jest napięcie – gdyby w taki sposób napisana była cała powieść, dostałaby ode mnie dwie gwiazdki więcej. Dodatkowo autor wymyślił i poruszył kilka naprawdę ciekawych rzeczy, które mają ogromny potencjał na przyszłość: kwestie wielkich latyfundiów i ich wpływu na społeczność ludzi oraz smoków, bazujące na kryształach formy roślinne stanowiące podstawę gospodarki czy konflikt religijny obejmujący zupełnie nowe wyznanie kierowane do przedstawicieli obu ras.

Przede wszystkim jednak Piotr Wałkówski zasygnalizował nam lewicową rzecz, jakiej od dawna nie widziałem w polskiej fantastyce – motyw tworzenia komun ludzko-smoczych opartych o wielkie „gniazda”, które są odpowiedzią na post-nuklearną rzeczywistość. Mam nadzieję, że ten wątek będzie rozwijany w przyszłości, ponieważ jest realną próbą odpowiedzi na pytania związane z post-apo i koegzystencją zupełnie różnych, rozumnych gatunków.

Porządna redakcja i będzie dobrze

Ziemia i skrzydła to niepozbawiona wad próba przechylenia fantastycznego dyskursu w lewą stronę. Nieźle pomyślany świat oraz fabuła skupiona na socjologiczno-politycznych wątkach współistnienia smoków i ludzi sprawiają, że warto się nią zainteresować. Sporej grupie czytelników może jednak przeszkadzać rwane tempo akcji, regularne zarzucanie odbiorcy informacjami nieistotnymi dla fabuły i ciężkie do strawienia, stylizowane dialogi oraz język narracji. Z pewnością będę śledził rozwój tego uniwersum i mam nadzieję, że jego pierwszą odsłonę spotka porządna redakcja. Jest w niej bowiem kilka pomysłów, które po prostu na to zasługują.

* Proszę nawet nie zaczynać tej dyskusji.

Książkę do recenzji otrzymałem w ramach współpracy z Wydawnictwem Abyssos. Informacje dotyczące recenzji znajdują się pod tym adresem.

Moja ocena

Rating: 2 out of 5.

Kilka naprawdę ciekawych pomysłów, które wymagają solidnej redakcji.

Informacje o książce

Tytuł: Ziemia i skrzydła

Autor: Piotr Wałkówski

Wydawnictwo: Abyssos

Rok wydania: 2021

One thought on “Piotr Wałkówski – Ziemia i skrzydła

  1. Hej, dzięki za reckę!

    Tak luźno się odniosę.

    Co do księży i właścicieli ziemskich, to kler jest wzorowany na tym „naszym” ze współczesnej Polski. Jego obraz odbija się w ZiSie jak w lustrze. Co do właścicieli ziemskich, to wizerunek ziemiaństwa w mojej książce stanowi krytykę tej warstwy w II RP. W ogóle cała powieść jest trochę dissem nie tyle na Polskę przedrozbiorową (bo to zbyt odległy okres, niefunkcjonujący już we współczesnej świadomości poza głupimi mitami, których chyba nie da się obalić), co raczej właśnie II Rzeczpospolitą.

    Co do rozdziału X, to ja go właśnie najbardziej z całej książki nie lubię (a wręcz nienawidzę). Dlaczego? Ze względu na trudności w powstawaniu. Był on najtrudniejszą do napisania i najbardziej czasochłonną częścią książki. Musiałem nawet stworzyć sobie rysunki poszczególnych scen (w sensie podpisane kropki i strzałki). Ale cóż… widzę, że sceny batalistyczne schodzą najlepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.